piątek, 7 sierpnia 2015

PROLOG

2 miesiące wcześniej.

Wszystko spakowane. Teraz stoję we framudze drzwi do swojego pokoju i patrzę na niego pustym wzrokiem. Pomimo, że spędziłam tutaj całe moje dzieciństwo jakoś nie szkoda mi, że opuszczam te cztery, białe, ściany ze skrzypiącym starym biurkiem, nudną komodą i niewygodnym łóżkiem. Nie ma czego żałować. Wreszcie ukończyłam szkołę średnią w moim mieście, Dundee, w Szkocji. Tak mieszkam/mieszkałam w Szkocji, ale Szkotką na całe moje szczęście nie jestem. Teraz mam 19 lat i za 1,5 godziny mam być na lotnisku by uciec od tego całego gównianego życia, w gównianym mieście, z gównianymi ludźmi. Leniwie zarzuciłam plecak podręczny na prawe ramię i wzięłam w obie dłonie dwie czarne jak smoła walizki. Znoszenie ich ze stromych schodów raczej nie należało do mojego hobby. Z kilkoma przekleństwami pod nosem udało mi się bezpiecznie zejść po tych pierdolonych deskach. Ogarnęłam włosy i otrząsłam ręce, bo piekły mnie nieziemsko od "uszy" waliz. Wyszłam przez drzwi frontowe na podjazd, gdzie moja rodzicielka czekała w samochodzie. Gdy mnie zobaczyła wybiegła z niego jak postrzelona.
- Już myślałam, że się rozmyśliłaś. - powiedziała słabym głosem. Wzięła ode mnie walizę i siłowała się z nią podobnie jak ja w stronę bagażnika.
- Oh, nie pieprz. - skrzywiłam się.
- Wiesz, że drzwi są zawsze dla Ciebie otwarte. - położyła walizę obok bagażnika by go otworzyć po czym spojrzała się na mnie ze smutnym uśmiechem.
- Nie zamierzam tu już nigdy wracać. Rozmawiałyśmy o tym. Daj sobie spokój. - wkurwiała mnie. Chociaż naszego ostatniego spotkania mogłaby mnie nie wkurwiać?!
- Nie nazwałabym tego rozmową. - powiedziała pod nosem wkładając po kolei moje bagaże. Chyba z nadzieją, że nie usłyszę. Ojj, nie udało Ci się. Jednak to zignorowałam. Chcę utrzymać moje emocje na wodzy. Podałam jej mój plecak i poszłam zająć siedzenie pasażera. Pomimo, że już jestem pełnoletnia od ponad roku to jakoś nie ubiegałam się za bardzo o prawo jazdy. Nigdy nie ufałam sobie. Chwilę później weszła na miejsce kierowcy matka. Odpaliła silnik i wycofywała samochód z naszego podjazdu. Włączyłam radio po czym zaczęła lecieć jakaś denna muzyka. Nawet nie fatygowałam się o zmianę stacji, ponieważ nie miałam ochoty na muzykę. Po prostu to był jeden możliwy rodzaj ucieczki od rozmowy z nią lub od niezręcznej ciszy. Dojazd na lotnisko zajął nam jedynie pół godziny, na całe szczęście.
W chwili wjazdu na teren lotniska ściszyła radio. Świetnie... rozmowa.
- Pomóż mi poszukać jakiegoś miejsca na parkingu blisko wejścia. - spojrzałam na nią jak na idiotkę. Uważnie pilnowała drogi.
- Tam podjedź. - wskazałam na postój dla taksówek
- Tam nie można parkować... - skrzywiła się jakby wypiła kwasek cytrynowy. Szkoda, że faktycznie tego nie zrobiła.. oh wielka szkoda.
- Jest blisko wejścia.. jak chciałaś, a wypakowywanie walizek nie zajmie Ci godziny, abyś musiała parkować. - uniosłam się... trochę.
- Chciałam z Tobą poczekać na lot. - zapiszczała, co mnie zirytowało. Spojrzała się na mnie i raczej zadowolenia na mojej twarzy nie znalazła. - Ohh. - podjechała tam gdzie jej kazałam - Nie chcesz żebym z tobą poczekała.
- No co ty. - splunęłam i trzasłam drzwiami. Ruszyłam do bagażnika. Nawet nie czekałam na jej pomoc. Nim dotarła ja już wyjmowałam ostatnią walize. Wymusiła uśmiech i przytuliła mnie dłużej niż było to potrzebne. Stałam jak słup obładowana, gdy ona wisiała na mnie. Gdy się odsunęła widziałam przez chwile jej szklane oczy, ponieważ szybko się odwróciła do mnie bokiem by zatrzasnąć bagażnik. Odwróciła się do mnie całkowicie plecami i szybkim tempem wróciła na swoje miejsce kierowcy w biegu rzucając ledwo słyszalne "Do zobaczenia skarbie". Nim zdołałam zebrać myśli auta już przy mnie nie było. "Żegnałam" je wzrokiem przy wyjeździe. Gdy się "otrząsłam" wzdrygłam się przypominając sobie scene z przed paru chwil. Poprawiłam w dłoniach walizki i ruszyłam w stronę wejścia na lotnisko z błagalną nadzieją lepszego życia, w Londynie.


____________________________

Jeśli czytasz=komentarz.
Dzięki jakim kolwiek komentarzom rozdziły będą szybciej.
:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz