Jechaliśmy dobre pół godziny jakimiś polnymi drogami. Gdy podjechaliśmy pod dom serce zaczęło mi szalenie walić. Zrobiło mi się niedobrze na samą myśl, że mam tam wejść. Jest 16 gdzie Harry powienien być w pracy. Jednak nigdy nie byłam w stu procentach pewna. W końcu jako fotograf sam wyznaczał sobie pory do sesji. Wiem, że przeważnie wybierał poobiednie. Pracował w studiu, więc o pogodę nie musiał się martwić. A godziny popołudniowe od tak mu pasowały. Nigdy o to nie pytałam.
- Mam wejść tam z tobą? - spojrzał na mnie uważnie. Przełkłam ślinę, chyba za głośno, bo chłopak wziął to za odpwiedź. Wysiadł pierwszy. - Chodź. Teraz albo nigdy. - poganiał mnie moimi powiedzeniami. Powoli wyszłam. Ruszyłam w stronę drzwi uważnie na nie patrząc. Nie wiem czego, ale się bałam jak cholera. Czułam jak chłopak idzie krok za mną co dodawało mi otuchy. Jednak to nie oznacza, że przestałam się bać. Gdy byliśmy tuż pod drzwiami zaczęłam wracać do auta szybkim krokiem.
- A ty gdzie idziesz? - złapał mnie za ramie na co osłupiałam. Nie lubiłam gdy ktoś mnie dotykał. Przypominały mi się horrory z mojego zjebanego życia.- Przepraszam. Nie chciałem. - odwróciłam się w stronę Colana. Zobaczyłam, że był przestraszony, nie tym, że mamy tam wejść, ale tym jak zareagowałam na jego czyn.
- Nie, to ja przepraszam. - spuściłam wzrok na moje szpilki - Nie tylko za to... ale też za to, że Cię tutaj zciągłam. Możemy wracać?
- Gail, kiedyś musisz się z nim zmierzyć twarzą w twarz. Nie możesz uciekać. - spojrzałam w jego oczy i nabrałam odwagi. Odwagi na to by przejść przez te jebane drzwi.
- Dobra. - wyjęłam kulcz z kieszeni dżinsów i wsunęłam go cicho do zamka. Drzwi były otwarte. Oniemiałam.
- Wchodź. Jestem tutaj z tobą.
Otworzyłam delikatnie drzwi po czym weszłam do środka. Harry nigdy nie zostawiał drzwi otwartych z obawy na niespodziewanych gości=wrogów. Rozejrzałam się po salonie i kuchni, ale było pusto. Odetchnęłam z ulgą. Dopiero teraz dostrzegłam jaki jest syf w całym domu. Przeszłam bez celu po salonie stukając głośno szpilkamj. Odpychałam nogą sprzed drogi brudne ubrania, puste butelki, jakieś śmieci. Usłyszałam trzask drzwiami dochodzący z góry. Energicznie się odwróciłam i spojrzałam na Colana, który stał w drzwiach z oczmi na wierzchu. Spojrzał na schody. Zrobiłam to samo. Dźwięk drewnianych schodów mnie drażnił jak nigdy. Pierw zobaczyłam gołe, duże stopy, a potem ujawniła się cała sylwetka, Harolda. Patrzył wściekle przed siebie na Clintona, później spojrzał w moją stronę i jego mina się zmieniła... na pustą. Zszedł ze schodów i poszedł wprost do kuchni. Śledziliśmy z przyjacielem go cały czas wzrokiem. Wziął piwo z lodówki i usiadł na kanapie w salonie. Odpalił telewizor z pilota i przerzucał kanały jak to w zwyczaju robił. Miał na sobie tylko, szare, szorty dresowe. Colan spojrzał na mnie z zdezorientowaniem. Odpowiedziałam mu tym samym. Stałam jak słup i wgapiałam się w Stylesa. Myślałam, że jego reakcja będzie zupełnie inna. Kochałam go i tak. W końcu byliśmy trochę ze sobą. Zbierało mi się na płacz. Ogarnęłam się i pobiegłam w miarę moich możliwości do sypialni, na górę, by się jak najszybciej spakować i stąd uciec. Zostawiłam Colana sam na sam z Harrym. W pomieszczeniu zastałam nagą, okrytą tylko prześcieradłem, blondynę. Spała. Szczupła z długimi nogami. Stanęłam w drzwiach i w jednej chwili uleciała już ze mnie tęsknota i smutek. Złość rosła z każdą sekundą. Zlekceważyłam ją i sięgłam z ogronej szafy moje dwie walizki. Spadły zbyt głośno na ziemię. Usłyszałam pisk co spowodowało, że zacisnęłam oczy. Za bardzo pisklywy jak na moje uszy.
- Kim jesteś i co tutaj robisz? - zaczęła przerażająco krzyczeć. Przewróciłam oczami. Odwróciłam się na pięcie w jej stronę. Zakrywała się prześcieradłem pod samą szyje.
- Jestem byłą Harolda, ale spokojnie spakuję swoje rzeczy i już mnie tutaj nie ma. - powiedziałam spokojnie ze sztucznym uśmiechem. Za spokojnie jak na mój stan w tamtym momencie. Czułam dziwne kłucie w brzuchu. Niegdy nie widziałam Harrego z żadną kobietą. Źle się z tym czułam pomimo tego co mi wyrządził. Zaczęłam chodzić szybkim krokiem od łazienki do sypialni wrzucając byle jak rzeczy do waliz. Gdy wszystko spakowałam poszłam na schody. Zaczęłam męczyć się z ich zniesieniem. Gdy tylko mnie zauważył Colan podbiegł po schodach i wziął ode mnie walizy i bez trudu je zniósł. Gdy byliśmy metr od drzwi wyjściowych odezwał się głos, którego miałam nadzieje, że teraz nie usłyszę. Staneliśmy razem z przyjacielem w półkroku jak na rozkaz.
- Czyli z nami koniec? - miał przerażliwą chrypę. Och, no coś ty tylko rzeczy wymieniam, za chwilę wrócę i pobawię się z tobą i twoją dziwką. Sarkazm rodził się we mnie.
- A na co to wygląda? - zapytałam jednak nie oczekiwałam odpowiedzi.
- Widziałem... no wiesz... - był zmieszany - ...nagranie. - patrzył pusto w podłogę. - Chciałbym Cię za to przeprosić. - spojrzał na mnie smutnym wzrokiem. Rzuciłam mu zdezorientowane spojrzenie. Nie oczekiwałam od niego przeprosin. - To takie dziwne, że Cię przeprosiłem? - poirytował się - No bo wiesz, też mam sumienie. - patrzył na mnie zmrużonymi oczami.
- Nie oczekiwałam tego od ciebie.
- Mam nadzieje, że mi wybaczysz. - patrzył na mnie nieodgadnionym wzrokiem.
- Cześć. - rzuciłam szybko i wybiegłam, a za mną Clinton.
- Do zobaczenia. - krzyknął z chrypą. OBY NIE. Mój cały środek krzyczał.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz